Czarodziejska Góra to konie i góry. Tutaj łączymy to co najlepsze – wyjątkowe stworzenia i unikalny krajobraz Rudaw Janowickich. Poprzez fundację łączymy również środowiska młodzieży i dorosłych z rozmaitymi trudnościami, z tymi, którzy mieli więcej szczęścia bo urodzili się w innym czasie i miejscu. Lubimy te nieoczywiste połączenia i zapraszamy Was do obcowania z wiejskim klimatem w najczystszej postaci – zapachem końskich kup, bzyczeniem owadów, rechotem żab i wyjątkowymi zachodami słońca. Naprawdę każdy znajdzie tutaj swój Everest.

Okolica

Nasz Domek Babci i Stodoła Czarodziejska Góra znajdują się w przepięknie położonym Mniszkowie, u podnóży Karkonoszy, na obrzeżach Rudawskiego Parku Krajobrazowego i Gór Sokolich (Sokoliki). Tereny te stanowią mekkę dla fanów wspinaczki skalnej, a i dla poszukujących aktywnego i spokojnego wypoczynku okolice oferują bogate możliwości spędzania wolnego czasu.

Górskie wędrówki, spacery z dziećmi, wyprawy na rowerach górskich, wspinaczka – każdy znajdzie coś dla siebie.

Okolice Mniszkowa i Kotliny Jeleniogórskiej oferują wiele atrakcji, o których piszemy poniżej. Chętnie udzielimy wszelkich dodatkowych informacji o bieżących wydarzeniach oraz innych formach spędzania czasu.

Konie

Nasze stado liczy aktualnie 10 koni. Gościom oferujemy możliwość spędzenia czasu z końmi, które są prowadzone według zasad naturalnego jeździectwa.

Nasi goście mają możliwość spróbowania nowych form pracy i zaangażowania z tymi niezwykłymi zwierzętami. Poprzez pracę z ziemi, zajęcia na naszym terenie nawiązują z nimi przyjaźń, budują zaufanie, co prowadzi do innej jakości jazdy w terenie czy na naszych pastwiskach. Wszystko to pod okiem wykwalifikowanego instruktora.

Zobacz jak pracujemy z końmi
Zapraszamy do czytania naszego bloga [link do bloga niżej], na którym można dowiedzieć się więcej o formach pracy z naszymi końmi, a także poznać nasze konie.
1h zajęć z koniem: 50 zł.

Góry i skałki

Rudawski Park Krajobrazowy oferuje wspaniałe możliwości do górskich wędrówek wychodząc wprost z Domku Babci.

Szlakami górskimi z Mniszkowa można udać się na wielogodzinną wyprawę na Śnieżkę, lub na spokojny spacer na Zamek Bolczów. Sokoliki to wymarzone miejsce dla wielbicieli wspinaczki skalnej.

A zimą SKI-TOURING, narty zjazdowe i biegowe na Łysej Górze, Karpaczu, Szklarskiej Porębie czy w przyjaznych narciarzom Czechach.

Na miejscu oferujemy możliwość wypożyczenia sprzętu wspinaczkowego, nart do ski-touringu jak również rowerów górskich. Można również skorzystać z zajęć z instruktorem wspinaczki lub narciarstwa.

Wspinaczka z instruktorem: 300 zł za dzień,
ok. 6 h wspinania (w tym sprzęt)
Instruktor narciarstwa: 40 zł za 1h

Konie & Okolica

Nasze konie

(Saszka- jego historię i pierwszą część opowieści znajdziecie tutaj: http://czarodziejskagora.eu/saszka/)

Przez parę kolejnych dni daliśmy Saszce spokój. Pozostał na round penie z Tyliczem starszym spokojnym koniem. Mieliśmy nadzieję, że Tylek wpłynie kojąco na skołatane nerwy.

Na początku wszystko go przerażało. Wiatr, biegające za ogrodzeniem konie, szczekające psy, dosłownie wszystko. W takich sytuacjach często wpadał w panikę i wtedy galopował bez opamiętania. Nie pozwalał do siebie podejść  i nie można było go dotknąć.

Nie naciskałem.

Wchodziłem powoli  do środka i oswajałem go z moją obecnością.

Z Tylkiem szybko się zaprzyjaźnił i mógł się za niego chować kiedy próbowałem się do niego zbliżyć. Stawiałem przed nim wiadro z jedzeniem a on odskakiwał i odbiegał. Po paru dniach dystans się skracał.

Po tygodniu czekania nastąpił pierwszy dotyk. Była to niesamowita chwila. Kiedy skończył jeść  podszedłem i zabrałem wiadro. Jak zwykle odskoczył na parę metrów. Jednak tym razem zostałem na miejscu. W jednym ręku miałem puste wiadro a drugą wyciągnąłem w bok.  Czekałem. Po paru minutach powolutku  zaczął do mnie podchodzić. Na sztywnych nogach, z rozszerzonymi chrapami, zatrzymując się co krok wydawał z siebie dziwne odgłosy. Nie próbuję nawet zgadywać co dzieje się teraz w jego głowie. Co może być siłą napędową pchającą go w moim kierunku. Po dziesięciu minutach zatrzymuje się. Stoję do niego tyłem ale dokładnie wiem co robi. W jednej ręce trzymam puste wiaderko a drugą mam wyciągniętą. Mijają kolejne minuty. W końcu na ułamek sekundy dotyka chrapami mojej wyciągniętej dłoni i odskakuje.

Takie chwile długo się pamięta. Ledwie wyczuwalny dotyk. Mam nadzieję, że to przełomowy moment.

Pamiętam jak Gyula Mészáros opowiadał o pewnej klaczy, z którą pracował. Za jej pierwszym dotykiem czekał prawie dwa miesiące. Twierdził, że warto czekać na ten pierwszy raz, żeby inicjatywa wyszła od konia.

Potem poszło już łatwiej. Kilka razy dziennie podchodziłem do niego i go głaskałem. Głaskanie to za dużo  powiedziane. Dotyk ciągle powoduje emocje. Nie wiem dlaczego. Wysoko podniesiona głowa, mięśnie napięte do granic możliwości, drżenie skóry kiedy zbliżam dłoń. Mentalna i fizyczna gotowość do ucieczki. Do ucieczki, ale przed czym?

Dla większości koni dotyk i głaskanie nie jest problemem. Myślę, że sprawia im to przyjemność.

Są jednak konie, które nie przepadają za takimi pieszczotami. Przyczyn może być wiele.

W przypadku Saszki przyczyną jest strach. Każdy szybszy ruch ręki, wyżej podniesiona dłoń powoduje ucieczkę. Wiem, że potrzeba mnóstwo czasu, żeby to zmienić.

Kolejne dni poświęcam na budowanie zaufania. Spędzamy razem mnóstwo czasu. Kiedy podchodzę do niego, a on ucieka niespiesznie podążam za nim. Kiedy się zatrzymuje ja również staję. Po chwili robię krok w jego stronę, a on znowu odchodzi. Z dnia na dzień jest lepiej. Postoje  się wydłużają, a ucieczek jest coraz mniej. Dystans między nami zmniejszył się znacznie.

W końcu w czasie takich postojów Saszka zaczyna do mnie podchodzić. Zbliża się, powącha wyciągniętą  dłoń ,a potem odchodzi. Czasami daje się pogłaskać. Ciągle jest zdenerwowany. Nie jest w stanie się przy mnie odprężyć.

Po dwóch tygodniach zaczynamy pracę na wolności. Próbuję  zwracać jego uwagę na sobie. Na razie tylko tyle. Każda minimalna presja powoduje szalony galop. Staram się decydować o kierunku biegu. Szybko ustalamy sygnały. Tak, Saszka jest szybki. Reaguje błyskawicznie. Pracując z nim trzeba się maksymalnie koncentrować.

I znowu mija parę dni. Tempo spada, zmiana kierunku nie jest już problemem. Pracujemy z większym spokojem.

Podchodzę i dopinam linę. Właściwie nie dopinam tylko przekładam przez kółko kantara. Opowiadali mi na Partynicach, jak trudno było go prowadzić. Dwóch silnych mężczyzn nie było w stanie go utrzymać. Nie chcę z nim walczyć. Jeżeli spanikuje pozwolę mu uciekać. Kładę linę na otwartej dłoni. Saszka tradycyjnie na sztywnych nogach w pełnym napięciu podąża za mną grzecznie. Przechodzimy powoli pół koła i stajemy. Wystarczy. Wyciągam linę z kantara i Saszka natychmiast ucieka. Ale był dobry dzień.

Problem zaczyna się kiedy próbuję pracować z prawej strony. Absolutnie nie pozwala mi przejść na tę stronę. Robi wszystko, żeby widzieć mnie lewym okiem. Domyślam się, że wszystko robiono z nim z lewej strony. Dlatego tak trudna jest druga strona. Nie chce iść, wpycha się albo ucieka. Nie mogę się denerwować. Powoli i spokojnie.  Muszę za nim poczekać.

Ciągle kontroluję swoje emocje. Ciągle zadaję sobie pytanie jakie emocje mi wtedy towarzyszą. Nie ważne co robi Saszka, w takim stanie w jakim jest obecnie praktycznie zachowuje się nieobliczalnie. Ale jakie emocje wtedy mi towarzyszą? Czy się złoszczę, czy się denerwuję, czy jestem zadowolony? Takie pytania muszą mi towarzyszyć. Tylko wtedy mogę ocenić swoje emocje.

Próbuję wielu rzeczy. Wpuszczam do round penu dodatkowo dwa, trzy konie. Cztery, pięć koni na małym obszarze. Pracuję z nimi na linie na różnej energii i odczulam na wiele rzeczy. Saszka znajduje się obok. Obserwuje. Na początku się płoszy, ale po pewnym czasie podchodzi do siatki z sianem. Spokojnie zajada. Świszczący bat dwa metry od niego nie robi już żadnego wrażenia. Może metoda poprzez naśladowanie da jakieś efekty.

Chciałbym, żeby jak najszybciej mógł biegać po pastwiskach z całym naszym stadem. Na razie nie jest to możliwe.

fot. Dominik Doliński

 

Właściwie to nazywa się Jumbo al Kaleidah….Potomek czystej krwi koni arabskich z Arabii i Ameryki. Płynie w nim krew Baska, wielkiej legendy konia arabskiego. Urodził się w  pięknej stadninie, wychowany beztrosko na wspaniałych pastwiskach. Wzrastał wraz ze swoimi rówieśnikami w błogim przekonaniu jak piękne jest życie. Kiedy skończył dwa lata, skończył się błogostan. Nowy adres – tor wyścigów konnych. Tam minął następny rok.

Brakuje nam koni do sportowych rajdów  konnych. Jakoś tak się poskładało, że wykruszyło  się towarzystwo. Ciąże, kontuzje i z pięciu sportowców zostały dwa. Nie ma również pieniędzy, żeby kupić coś rozsądnego.

Wierzę mocno w to wierzę, że jak się naprawdę o czymś marzy i konsekwentnie podąża tą drogą, los się zacznie do nas uśmiechać.

Jest uśmiech losu – telefon od Ani.  Ania, wybitny dżokej, trener,hodowca. Kopalnia wiedzy o koniach i ludziach. Jest do wzięcia koń. Młody, trzyipółroczny arab. Niestety są z nim problemy. Po roku nikt nie był w stanie na nim wystartować. Nie udało się przeprowadzić na nim żadnego treningu.  To co się udało to nauczyć  go chodzenia w karuzeli, dwa razy dosiąść i kawałek przeprowadzić z jeźdźcem na grzbiecie. Wiem, kto trenuje tutaj te konie. Ci dżokeje to nie są leszcze. Mają za sobą setki ujeżdżonych i wytrenowanych koni. Dlaczego więc z tym się nie udało. Wiem, że próbowali na wiele sprawdzonych sposobów.  Czasami jednak zdarza się tak, że koń nie radzi sobie z wymaganiami, jakie są stawiane przed nim na wyścigach. Być może Saszka, z jego temperamentem i wrażliwością lepiej odnajdzie się w innym środowisku i dyscyplinie.

Następnego dnia rano z Anią idziemy go zobaczyć. Po drodze odwiedzamy stajnię treningową Justyny. Justyna trenuje konie na wyścigi i do rajdów. Zna tutaj wszystkich i wie wszystko. Może powie coś o arabku. Kiedy dowiedziała się kogo chcemy oglądać,  to zrobiła duże oczy. Często używa się takiego zwrotu  jak coś nas zaskoczy, ale tym razem oczy były naprawdę duże. No nic, może lepiej już  chodźmy.

Mijamy kolejne stajnie. W oddali widać dwie karuzele. W jednej biegają roczniaki w malutkich siodełkach takich jak dla dzieci.  Groteskowy widok. W drugiej trzylatki. Sześć folblutów i dwa arabki. Szukam rosłego kasztana. Wśród wysokich folblutów rosły arab traci na znaczeniu.

Z łatwością go poznajemy. Patrzę i milczę. Trudno coś powiedzieć. Koń praktycznie cały rok przestał w boksie. Nie wiem od kiedy chodzi w karuzeli.  Godzina ruchu dziennie i dwadzieścia trzy godziny w boksie. Samotność i nuda. I tak dzień w dzień. Żadnych pastwisk, żadnych terenów. Trzech dorosłych mężczyzn nie było w stanie prowadzić go na korytarzu. Co można w takiej sytuacji powiedzieć o koniu.

 

Właściwie decyzje już podjąłem.

Jestem pod wrażeniem jego trenera. W stajni wyścigowej podobnie jak w fabryce na taśmie dobre produkty jadą dalej, a wadliwe się odrzuca. Albo koń się nadaje do sportu albo nie. Nie ma czasu zajmować się  końmi  z problemami. Macierzysta stadnina nie chce go z powrotem . Koń jest trudny i wymaga mnóstwo czasu i pracy. Do tego jest nieobliczalny. Jednak trener stara się znaleźć mu nowy dom Takie konie muszą żyć. Trafiło na nas.

Taki kiler 😉

Jeden warunek. Trzeba się  szybko zdecydować i zabrać konia. Następne czekają już w kolejce. Jak na taśmie w fabryce.

Łatwo powiedzieć zabrać. Ale jak? Od roku jest tutaj. Z psychiką jego nie najlepiej . Podróż z nim będzie wyzwaniem.

Koniu dzielny proszę Cię, wystarczy kłopotów. Jedziemy do domu. Dostaje pastę na uspokojenie i z marszu wchodzi do przyczepy. Ufffff.  Środek działa dwie godziny. Zaczynam odliczać czas. Mam do przejechania ponad sto kilometrów. Nasze stare Pajero najlepiej czuje się w terenie. Wiem, że będą liczyły się minuty. Zawrotna prędkość, godzina czterdzieści . Pasta przestaje działać.  Dobrze, że jest Janusz. Na niego mogę liczyć. Przy cofaniu straszny łomot w przyczepie. Nie chcę zaglądać do środka. Cofam na round pen i otwieramy trap. Z prędkością pocisku arabek jest już na zewnątrz.

Koniec z koszmarami. Zaczynamy nowy rozdział. Zmieniamy wszystko, nawet imię. Teraz będziemy nazywać Cię SASZKA. Zapamiętaj to imię. Mam nadzieję,że przyniesie Ci szczęście.

Powitanie przez ogrodzenie, ale już niedługo Saszka dołączy do stada na pastwisku

Za wszystkie zdjęcia dziękujemy Dominikowi Dolińskiemu 🙂

Tylicz to mądry, dojrzały koń. Nie zależy mu na dominacji i pozorach władzy. Skupia się na najważniejszych rzeczach i wie jak to osiągnąć. Do takiego spokoju, jaki on posiada trzeba po prostu dojrzeć. Tylicz to prawdziwy koneser życia i tego, jak delektuje się każdym dniem można mu jedynie pozazdrościć.

Silny, kasztanowaty walach. Brat Tajgi. Podobnie jak ona, całe życie spędził na pastwiskach. Lubi mieć swoje zdanie i należy to uszanować. Silnie przywiązany do stada, zajmuje wysoką pozycję w hierarchii. W terenie jest w swoim żywiole.

Nasza okolica

Atrakcje w okolicy

Reprezentacyjny dwór barokowy w sercu niewielkiej wsi…

Dwór w Mniszkowie jest najlepiej zachowanym […]

Miasto u podnóża Śnieżki…

Z Karpacza szlaki zaprowadzą nas na najwyższy szczyt Karkonoszy, […]

Jeziorka rodem z bajki- purpurowe, błękitne i zielone…

Jeziorka zawdzięczają swoje kolory występowaniem […]

Śladami miasteczka, które zapadło się pod ziemię…

Wędrując szlakiem z Miedzianki, przez Mniszków […]

O nas

W 2004 roku Ewa i Robert założyli w Mniszkowie Fundację Czarodziejska Góra.
Połączyła nas pasja do gór oraz zaangażowanie w rozmaite działania społeczne.

Wspólnie organizowaliśmy pierwsze w Polsce obozy wspinaczkowe dla osób z autyzmem, aby później pod hasłem Fundacji (Każdemu Jego Everest) dzielić się swoimi górskimi pasjami i zainteresowaniami z młodzieżą leczącą się z uzależnień, z domów dziecka, czy również dorosłymi, których z rozmaitych powodów dotknęły trudne sytuacje życiowe.

W międzyczasie rodzina Ewy i Roberta powiększyła się o dwójkę dzieci, które stały się również powodem do rozszerzenia działań i propozycji działalności. I mimo, że okoliczności życiowe zmusiły nas do tymczasowego życia na odległość, to potrzeba bycia razem i powrót do starej pasji Roberta – jeździectwa, sprawił, że wróciliśmy do Mniszkowa na stałe, by w pełni korzystać w wyjątkowości tego miejsca, jego ducha i wspaniałej przyrody.

Od wielu lat siedziba Fundacji gości grupy dorosłych, młodzieży, ale również wiele indywidualnych osób, które przyjeżdżają tutaj odetchnąć od miejskiego zgiełku oraz codziennych obowiązków.

Od niedawna zapraszamy do Mniszkowa również inne osoby, nie związane z działaniami społecznymi, ale takich, którzy szukają odmiany i inspiracji. Dla nich wszystkich oferujemy miejsca noclegowe w Domku Babci, w którym kiedyś mieszkaliśmy oraz w Stodole Czarodziejska Góra. Stodoła związana jest z działaniami Fundacji Czarodziejska Góra od początku jej istnienia (2004).

Oba miejsca oferujemy naszym gościom wraz z ciekawymi propozycjami na spędzanie wolnego czasu. Oprócz zajęć z końmi, wspinaczkowych, proponujemy również dzielenie się opowieściami z naszych wypraw wysokogórskich, lub projekcje filmów.

Zapraszamy serdecznie! Do zobaczenia w Mniszkowie.

Wonderful, cozy place, ideal for families. The house is located in a beautiful area – you can ride a horse, go hiking and biking. Ewa is a person extremely cheerful and very helpful.
Gosia, Łódź, Airbnb
The interior is brand new – modern bathrooms, a kitchen that makes my own kitchen at home look silly, and a oh-so-comfy dining / relaxing area right by the fireplace. It felt like home immediately!
Jennifer, Berlin, Airbnb
Extra attraction is horse riding. The instructor a real “horse whisperer” lets his students understand a soul of these beautiful animals and make friends with them.
We were sad to leave.
Jeremi with family and friends, Airbnb
Robert is incredibly helpful and helped us with advice and practical help. He knows the area very well, he was able to provide information and valuable suggestions for excursions are always competent .
Claudia, Berlin, Airbnb
Marvelous house, equipped with everything that family with children (and dogs) may need to live. We were there with 2 families (together 9 people). The house owners are very nice, friendly, open-minded people who have had a very interesting life – they told us many wonderful evening stories. I will always warmly recommend this place.
Anna, Nowy Sącz, Airbnb
  • IMGP2638

Podsumowanie sezonu rajdowego 2017

17 stycznia 2018|0 Comments

Pod koniec sezonu 2016 zaczęliśmy nieśmiało stawiać nasze pierwsze kroki w sportowych rajdach […]

  • WP_20170908_13_43_39_Pro

Z końmi- rodzinnie

13 września 2017|0 Comments

Konie pojawiły się w Czarodziejskiej Górze parę lat temu, dość nieoczekiwanie i, jak […]

  • IMGP2589

6 jeźdźców-jeden cel-zawody w Nowym Polichnie

21 sierpnia 2017|1 Comment

Sobotnie zawody były wyjątkowe pod wieloma względami- sportowym, towarzyskim i organizacyjnym.

Składamy wielki ukłon […]

  • 19894996_1747689085529211_94834192725021994_n

Zawody w Borotinie (Czechy)- pierwsza 90tka!

20 sierpnia 2017|0 Comments

Zawody w Borotinie już za nami. To nasza pierwsza N-ka . Standardowo jest […]