Błędy są elementem zbierania doświadczenia. Na błędach można się uczyć, wyciągać wnioski i lepiej przygotować się do kolejnego wyzwania. Ania z Zielonego Wzgórza twierdziła, że nigdy nie popełnia ponownie tego samego błędu. Ale jak duża jest ich pula?

Najłatwiej jest wyjaśnić samemu sobie te potknięcia, których przyczyną były nieprzewidziane okoliczności. Złe warunki pogodowe, inni zawodnicy, organizatorzy zawodów, trener, koń, hodowca i tak dalej. Czy istnieje coś takiego jak „zwykły pech”? Wiara w niego to balsam na poczucie winy i obolałe ego,ale na dłuższą metę chyba nic pożytecznego z tego nie wynika😉

Najtrudniej jest poradzić sobie z porażkami, w przypadku których oprócz nas samych, nie ma innych odpowiedzialnych. Gdy popełniliśmy błąd, dla którego nie ma racjonalnego wyjaśnienia. Szczególnie, gdy zawodniczy staż wymagałby już dużo więcej rozsądku i profesjonalizmu. Co wtedy, gdy popełniamy „błąd początkującego”? Co, gdy się ośmieszymy, wygłupimy?

Przywołujemy jako bohaterów (bo są) tych sportowców, którzy po ciężkich kontuzjach powracają do wysokiego sportu, ale jak ktoś się ośmieszył, to z dnia na dzień przestaje być kojarzony ze sportowymi sukcesami, a z tym jednym potknięciem, które mu się przytrafiło. I to jest również ważny moment w karierze, z którego trudno wyjść z podniesioną głową. Jednak po posypywaniu czoła popiołem i słusznym żalu przyszedł czas na wnioski oraz szukanie plusów w całej tej sytuacji. Trzeba się otrząsnąć i dalej robić swoje. Znaleźć pozyty i przemyśleć, co można zmienić by było coraz lepiej.

Plusy są takie, że poznałyśmy męstwo naszych koni. Biegły, bo chciały biec, szybkim równym tempem. Parametry na bramce weterynaryjnej miały wzorowe, po zawodach świetna kondycja i samopoczucie. Teraz wiem, że nie ma potrzeby, by Fecie coś narzucać czy ją powstrzymywać, bo ona sama umie sobie ustawić optymalne dla siebie tempo. Oglądając ją na zdjęciach jestem szczęśliwa, bo widzę też parę zmian, drobiazgów w jej technice ruchu, nad którymi pracowałyśmy miesiąc przed zawodami.

Ukończenie zawodów i wygrana, która była na wyciągnięcie ręki byłaby idealnym domknięciem sezonu, bo potrzeba choćby drobnych sukcesów, żeby dawały paliwo do dalszej pracy i treningów. Tym bardziej, że nie był to dla mnie łaskawy sezon. Najpierw kontuzja Grimka, potem problemy z grudą u Szumki (który jednak świetnie sobie poradził na MPMK mimo niedotrenowania). Wciąż dużo pracy, a mało sukcesów w dziedzinie, która jest dla mnie najważniejsza- w sportowych rajdach konnych. Stąd pomysł na przywrócenie Fety do treningu. Tak naprawdę nie wiadomo na co tak naprawdę ją stać. A w końcu to kuhailanka, klacz dla wojownika (bo jeżdżąc na wałachach można zapomnieć o obiecanych przez Mahometa pośmiertnych dogodnościach). No i być może, z uwagi na dojrzały wiek, byłaby kiedyś koniem dla juniora czy juniorki, których się pewnie w przyszłości dochowamy (parę kandydatek jest). Przyłożyłyśmy się z Kamilą do treningów, przyzwyczajałyśmy Fetę i Al Malika do wspólnego transportu, imitowałyśmy sytuację zawodów (serwisy, polewanie wodą, przerwa między pętlami). Konie się bardzo zżyły i super się ze sobą zgrały. I to też jest wielki plus tej sytuacji. Szykując się do zawodów myślimy strategicznie i przygotowujemy konie pod kątem fizycznym ale i mentalnym. I to zagrało!

Początkowo zakładałyśmy, że pojedziemy żeby jedynie zaliczyć, ale z czasem zobaczyłyśmy, że stać nas i nasze konie, żeby trochę zawalczyć. Byliśmy zgranym teamem i tak też było na zawodach. Nie pomyślałyśmy, że należałoby się zgrać również z sędziami, a konkrenie- z ich zegarkami. Byłyśmy pewnie, że możemy już wjechać na metę, ale kilkudziesięciu sekundowa różnica czasu zdecydowała o eliminacji. Niby lubuskie jest w tej samej strefie czasowej ale już wiemy, że synchronizacja zegarków sprawdza się nie tylko w filmach szpiegowskich.

Co jeszcze cieszy, to to, że same zmierzyłyśmy się z trudnymi warunkami- deszczem i chłodem, że serwis był dzielny i Kaziu sobie poradził świetnie debiutując w nowej roli😉 , że organizatorzy rewelacja i ekipa startujących kumpli i przyjaciół się rozrasta. Jest z czego się cieszyć i z tym sobie zamierzam zostać 😊

A Wnioski- synchronizacja zegarków i włączenie czasomierza. Zmiana taktyki jazdy. Dostosowanie jej do warunków, każdego konia. Praca nad strategią. Właśnie to jest fajne w zagraniach, że uczą myślenia strategicznego, które może zaprocentować później na zawodach międzynarodowych.

Czym się nakarmić po takim wydarzeniu: filmy, książki, każdy musi znaleźć swojego bohatera który będzie go inspirował i motywował. Ja sobie wrócę do „Siły spokoju” Dana Milmana i pooglądam takie filmy na YT:

https://www.youtube.com/watch?v=IebSFBwwBlU

https://www.youtube.com/watch?v=vTYYrRPYXU0

Wszystko w temacie wzlotów i upadków. Rise after falling.